Dobry Herbapol i źli urzędnicy. A może odwrotnie?

Naszą cechą narodową jest szybkie wydawanie definitywnych osądów na podstawie pojedynczych źródeł i własnych przekonań. Odrzucamy obiektywizm, ostrożność i krytyczne podejście do sytuacji, na rzecz współczucia względem pokrzywdzonej przez los ofiary. Zupełnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, iż domniemana ofiara może tylko kreować się na taką, a w rzeczywistości jest winna i zasługuje na przykładne ukaranie….

Herbapol próbuje się wykreować na obrońcę polskiego przemysłu zielarskiego, ale jak można zaufać ludziom, którzy próbują wypchnąć ziołowe preparaty z kategorii OTC?

Sądziłem, że branża zielarska nie zaskoczy mnie już niczym, ale ostatnia burza wokół Herbapolu Kraków nakazuje mi zweryfikować dotychczasowy pogląd. Czy naprawdę polskie i unijne instytucje uwzięły się na tę firmę, czy też ktoś próbuje tanim kosztem zrobić z siebie pokrzywdzonego, któremu „z urzędu” należy się współczucie i społeczna troska?

Oczywiście chodzi o szeroko kolportowany w środowisku medycznym i „alt-medycznym” wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z Aliną Lekstan, Prezes Zarządu Krakowskich Zakładów Zielarskich „Herbapol”, nadany w Radio WNET (czytaj więcej: Będzie mniej ziół w aptekach? Polska branża zielarska obawia się o przyszłość…).

Kilka słów o źródle newsa…

Zanim zacznę analizować treść wywiadu, chciałbym skupić się na pierwszym zdaniu wywiadu: „…wczoraj Spółdzielcza Agencja Informacyjna taką informację przekazała…”. SAI, czyli Spółdzielcza Agencja Informacyjna jest elementem mediów WNET. Nie jest to profesjonalna agencja informacyjna, tworzą ją słuchacze radia i osoby podzielające poglądy reprezentowane w mediach należących do WNET.

Nie jest dla mnie jasne skąd wziął się cały temat, ale bezsprzecznie musiał wyjść ze strony osób związanych z Herbapolem – po prostu ktoś dał znać SAI „newsa” w nadziei, że wywrze tym samym nacisk na krajowe instytucje kontrolne. Zawsze wydawało mi się, że gdy firma ma jakiekolwiek problemy natury prawnej w związku ze swoimi produktami, stara się nie wychylać, aby nie zrazić klientów oraz kontrahentów. Tymczasem Prezes Zarządu z chęcią udziela wywiadu stacji radiowej przez siedem minut opowiadając o kontrolach i wycofywaniu produktów, a cała Polska przerzuca się cytatami i fragmentami udowadniającymi złe intencje GIS. W efekcie trudno oprzeć się wrażeniu, że to Herbapol jest poszkodowany, a instytucje krajowe i unijne złośliwie działają na złość dobrej firmie.

Trudno zapanować nad uśmiechem, gdy w słuchawkach słychać redaktora Skowrońskiego wymieniającego „wrotyczka” i „pestka moreli” i zapowiadającego „odstrzelenie” szpinaku z obrotu oraz eliminację „ziół i ziołopodobnych”. Każdy kto miał na studiach farmakognozję, albo orientuje się w zagadnieniach zielarskich wie, że nie ma czegoś takiego jak substancja „ziołopodobna”, co chyba dobitnie świadczy źródle SAI. Wspomniany „wrotyczek” i „pestka moreli” wedle SAI są „eliminowane z absurdalnych powodów”. Czy aby na pewno absurdalnych?

Pestki moreli i cyjanowodór

Główny Inspektor Sanitarny w październiku 2017 w piśmie do inspektorów wojewódzkich, powiatowych i granicznych poinformował o przypadku nadmiernego spożycia pestek moreli (około 20 sztuk), w efekcie którego konsument trafił na oddział toksykologiczny z podejrzeniem zatrucia cyjanowodorem. Jednocześnie Główny Inspektor przypomniał, iż istnieje rozporządzenie określające najwyższy dopuszczalny poziom cyjanowodoru w pestkach moreli, które winno być brane pod uwagę podczas kontroli obiektów obrotu żywnością. Przyjmując wytyczne WHO, bez szkody dla zdrowia można spożyć najwyżej dwie pestki.

Jednakże pestka pestce nierówna, gdyż dużo zależy od odmiany moreli z której je pozyskano. Nasiona odmian słodkich zawierają naprawdę mało glikozydów cyjanogennych – według AHPA są to wartości poniżej 0,000005%. Problemem są odmiany gorzkie, albowiem stężenie toksycznych związków jest wielokrotnie większe i oscyluje w granicach 0,2-0,4%. I to do nasion odmian gorzkich odnoszą się normy WHO. Niestety, liczne zafałszowania i brak wiedzy producentów sprawiają, że bardzo często nasiona bogate w glikozydy cyjanogenne są sprzedawane jako konsumpcyjne pestki moreli. Nic dziwnego, że Główny Inspektorat Sanitarny jest wyczulony na ten towar – kto zbierze cięgi, gdy znów zdarzy się przypadek zatrucia?

Mroczne oblicze wrotycza

Kwestia wrotyczu jest od dawien dawna przedmiotem żywej dyskusji w branży zielarskiej. Głównym składnikiem olejku eterycznego (do 2%) jest tujon, który wykazuje działanie neurotoksyczne. Sprawa obiła się nawet o Europejską Agencję Leków, która poprzez komitet HMPC wydała oświadczenie dotyczące zawartości tujonu w surowcach leczniczych. Według EMA przyjmowanie więcej niż 6 mg tujonu na dobę może oddziaływać wysoce negatywnie na organizm ludzki. Mniejsze dawki wydają się względnie bezpieczne, jednakże wcale to nie przekreśla toksycznego charakteru tego związku.

Wykorzystują to skwapliwie producenci suplementów – w rejestrze GIS odnotowano kilkadziesiąt preparatów zawierających wrotycz lub sporządzone z niego przetwory. Krakowskie Zakłady Zielarskie „Herbapol” również handlują wrotyczem – ziele sprzedają w cenie 3,90 zł za 50 g. I to może się nie podobać Inspekcji Sanitarnej: wiadomo, że ludzie wrotycz kupują i parzą, albo sporządzają z niego przetwory alkoholowe, a Herbapol sprzedaje surowiec jako nieszkodliwe zioło do kąpieli, przez co z łatwością obchodzą przepisy. Firma oferuje również lek OTC – Artemisol zawierający ocet piołunowo-wrotyczowy (nalewka z definicji nie może być na occie, a tak opisano ten przetwór w ChPL), będący płynem na wszy, ale chyba jego pozycja jest niezagrożona, skoro w 2016 roku uzyskano przedłużenie pozwolenia na dopuszczenie do obrotu.

Wróćmy do wywiadu z prezes Herbapolu

W wywiadzie udzielonym Radio WNET Alina Lekstan poinformowała, iż organy kontrolne nakazały liczyć się Herbapolowi z kwestią wycofania „preparatów” zawierających senes i kozłek lekarski. Słowo „preparaty” w wywiadzie użyto bardzo przemyślanie, gdyż nie precyzuje to o jaką kategorię chodzi. Przecież nie o leki na ich bazie, bo te mogą być swobodnie w sprzedaży, istnieją monografie unijne i nikt nigdy ich nie wycofa z polskich aptek. Zapewne GIS chodzi o wyeliminowanie dwoistości, która istnieje nie tylko w Krakowskich Zakładach Zielarskich „Herbapol”, ale i w wielu innych firmach zielarskich.

Otóż widzę na stronie internetowej krakowskiego przedsiębiorstwa „Liść Senesu Fix” oznaczony jako lek bez recepty (OTC), a obok tabletki „Figuretka z Senesem”, których główną substancją aktywną jest liść senesu, a które są… suplementem diety. Co do leków, to nie do suplementów – i to bardzo nie podoba się pani Lekstan, która wyraziła to wprost: „chodzi o to, żeby coś było tylko lekiem, a nie mogło być suplementem diety ani artykułem spożywczym”.

To boli wszystkie firmy, nie tylko Herbapol w Krakowie. Przedsiębiorstwo na swojej stronie internetowej ma 41 leków należących do kategorii OTC – 10 to zioła niedozowane, 8 to zioła dozowane, zaś 23 to roślinne leki złożone. Ile produktów wypuszczono jako suplementy diety, bądź żywność? Trudno zliczyć; wprawdzie w rejestrze GIS mamy aż 228 zgłoszeń, ale istnieją takie wyroby jak „Herbatka-fix dla kobiety w ciąży” która na opakowaniu ma napis „ziołowo-owocowa” (forma nieznana prawu) i zawiera surowce zielarskie takie jak melisa, skrzyp, pokrzywa czy mniszek. Zresztą niektóre herbaty fix mają tak bzdurne nazwy, że należy się zastanowić, czy aby naprawdę są produkowane. Która poważna firma nazywa swój produkt „Bieganka”, „Anty zGago” albo „Wykrztuśto”?

Ofiara, obrońca czy… po prostu biznes?

Nie sądzę, aby było nad czym załamywać ręce, albowiem nie ma tu żadnej ofiary. Herbapol próbuje się wykreować na obrońcę polskiego przemysłu zielarskiego, ale jak można zaufać ludziom, którzy próbują wypchnąć ziołowe preparaty z kategorii OTC, co publicznie przyznaje Prezes Zarządu? Czy firma mająca być po stronie lekarzy, farmaceutów, zielarzy i fitoterapeutów, winna rejestrować i wprowadzać do obrotu tak pokaźne ilości suplementów? Krakowskie Zakłady Zielarskie „Herbapol” mają nawet w ofercie kilogramową witaminę C, a przecież modę na nią zapoczątkował Jerzy Z. (czytaj więcej: Prokuratura u Jerzego Zięby. Koniec działalności znachora? )!

Niestety, wydaje mi się, że firmie korzystniej jest zmierzać w kierunku alternatywnych medyków i lekarzy-amatorów, niżby zaspokajać potrzeby branży zielarskiej i prawdziwych

Autor:

Bartłomiej Byczkiewicz

Źródło:

https://mgr.farm